Haruka



Haruka postanowiła wyjść z domu. Nie mogła pokazać swojej słabości Michiru. Wiedziała, że jej partnerka nie ma dość siły na walkę. Nie w tej chwili. Była wściekła. Znowu jacyś najeźdźcy chcą zburzyć szczęście, które starały się obie budować. Często myślała, że los nie zgadza się na to, co między nimi zaszło, że to wbrew prawom natury. I może dlatego są nękane przez te okropności. Może to tylko kara? Próbowała odrzucić takie myśli z typową dla niej gwałtownością. Ostatnio była trochę bardziej dziewczęca niż zwykle. Zaczęła nawet interesować się kwiatami na oknie, o które zawsze dbała Michiru.
- Gdzie się podziała twoja twardość, Haruko Tenoh?- powiedziała do siebie.
Zaklęła pod nosem i kopnęła leżący nieopodal kamień. Nie pomogło.
Nie mogła sobie znaleźć miejsca przez dłuższy czas. W końcu postanowiła iść na piwo do pobliskiego pubu. Nie skończyło się jednak na jednej butelce. W końcu Haruka poczuła, że kręci się jej w głowie. Nigdy nie piła za dużo, bo Michiru przypominała jej zawsze, że jazda po kieliszku jest niebezpieczna. Tym razem miała mnóstwo problemów i nie miała samochodu.
- Przepraszam!- Haruka poczuła silny ból głowy. Stała nad nią błękitnooka blondynka w stroju kelnerki.
- Cooo? - wydyszała Ruka lekko uchylając zmęczone powieki.
Kelnerka lekko zarumieniona spojrzała w bok.
- No więc tego... Jestm kibicem wyścigów samochodowym... Czy mogłabym prosić o autograf??
- Yaaaa... - do Haruki powoli dochodziły fakty. Zorientowała się, że zasnęła w nocnym barze. Spojrzała na zegarek. Czwarta.
Spanikowana wstała ale zachwiała się nieco.
*No tak* pomyślała.
Wyszła i ruszyła w stronę najbliższego przystanku metra.

2007-05-08 19:09:40
skomentuj (5)


Ami


Po powrocie ze spotkania z przyjaciółkami Ami, pomimo późnej godziny postanowiła sprzątnąć mieszkanie, w którym od kilku tygodni mieszka sama.
Jednak zanim zabrała się za porządki, poszła do kuchni gdzie zaparzyła herbatę.
Pijąc ją pomyślała o Hotaru, która uwielbia zieloną herbatę.
Kiedy opuściła pomieszczenie z kubkiem ciepłego napoju, dostrzegła zdjęcie, na którym razem z przyjaciółkami siedziały na plaży, nad jeziorem, gdzie spędziły tegoroczne wakacje.
Jednak na to wspomnienie Ami posmutniała.
*Eh tak niedawno byłyśmy takie szczęśliwe, radosne i bezpieczne. Los lubi płatać figle. Z dnia na dzień nasze życie po raz kolejny wywróciło się do góry nogami.*
Niebiesko włosa dziewczyna bardzo niepokoiła się zaistniałą sytuacją, a zwłaszcza złym stanem zdrowia Rei oraz
osłabieniem pozostałych Sailorek.
*Podczas ostatniej wali miałyśmy sporo problemów z pokonaniem wroga. Musimy ćwiczyć, zapewne następni będą silniejsi.*
Ami martwiło również zachowanie Usagi.
W ostatnich dniach przyjaciółka nie była sobą.
Nic prawie nie jadła, rzadko się odzywała, co było do niej niepodobne.
Dało się zauważyć, że bardzo przeżywa sytuację w jakiej się znalazły.
Ami odłożyła zdjęcie oprawione w śliczną ramkę, na którym od dziewcząt emanowała radość.
Dziewczyna chwyciła telefon i postanowiła sprawdzić jak się miewa Usagi.
Po paru sygnałach w słuchawce Ami usłyszała smutny głos przyjaciółki.
- Halo ?
- Cześć Usagi. Tu Ami-chan. Dzwonie żeby zapytać się jak się czujesz?
- Oo... Ami jak miło. Eh strasznie się martwię tym wszystkim.
Nowy wróg, o którym nic nie wiem. I jeszcze ostatnia walka którą z trudem wygrałyśmy eh…
- Usagi głowa do góry. Wiesz że razem damy rade najgorszemu złu.
- Ami dziękuje za telefon. Podniosłaś mnie na duchu. Pójdę zjem ciasteczka, które mama właśnie upiekła i położę się spać.
Ostatnio jestem bardzo zmęczona.
- Dobrze to wypoczywaj. PA - po chwili rozmowy na temat pyszności ciasteczek Mamy Usagi, dziewczęta przerwały rozmowę.
- Pa Ami.

Dziewczyna poczuła się o wiele lepiej po rozmowie z przyjaciółką.
Kiedy spojrzała na zegarek dochodziła 22:00.
Mimo późnej godziny Ami postanowiła sprzątnąć w mieszkaniu, nie lubiła odkładać tego co ma zrobić na później.

Po godzinie, gdy mieszkanie było wysprzątane dziewczyna włączyła komputer i chwyciła podręcznik do astronomii.
Zanim jednak zaczęła zagłębiać się w jego treści, uporządkowała w myślach ostatnie wydarzenia jakie miały miejsce w jej życiu.



Ami z obawą patrzyła w przyszłość... Patrzyła również na niezwykła figurkę w kształcie wilka. Stała nieruchomo, jak gdyby nigdy nic. *Muszę skontaktować się z Luną aby zbadać tą figurkę w centrum dowodzenia.*

2007-05-08 19:08:58
skomentuj (0)


Hotei

Hotei szeroko otwierała przestraszone oczy, delikatne dłonie opierała na ramionach długowłosego mężczyzny, którego była ukochaną. On jednak zdawał się nie zwracać na nią uwagi.
- Co sie stało, najdroższy? - zapytała po raz piąty lub szósty. Tym razem uzyskała odpowiedź.
- Nie odpowiadają... - odparł mężczyzna spokojnie, jakby z niedowierzaniem - Sprawdzę raz jeszcze.
/Kryształ umieszczony na pulpicie przed głębokimi oczami mężczyzny szeptał, ale nie przynosił żadnych rozwiązań/
Alfa w końcu poddał się. Wstał.
- Służba! - krzyknął w stronę przesłoniętego czerwoną kotarą wejścia do prywatnych pokoi. Ciszej zaś zwrócił się do Czarnowłosej piękności stojącej za nim - Konam z głodu, siedziałem tu tak już kilka godzin...
- Wiem kochany, ale powiedz... Co się stało? Czego się dowiedziałeś?
Alfa przeczesał dłonią włosy i kosmate uszy, po czym zaprowadził Hotei do wykładanego drogim materiałem obszernego siedziska, w którym posadził ją obok siebie. Zaczął opowiadać.
- Yukami odnalazła kogoś... Była przekonana, że to jest Źródło, którego szukamy. Na nasze nieszczęście nie przekazała nam nic więcej. Przeceniła ich siły. Najprawdopodobniej pięć Ookami znajdujących się w tej całej Japonii zostało wyeliminowanych. Najbardziej szkoda mi samej Yukami... To był silny duch...
- Taką stratę da się odbudować, wiesz o tym...
- Tak, ale zawsze denerwują mnie trudności... Jak ktoś śmie stawać mi na drodze! Mi! - oburzył się nagle zupełnie zapominając, że niedoszłe ofiary nie mogły wiedzieć czyim wysłannikiem były Ookami. - No cóż... Przynajmniej wiemy, że Źródło jest żywą osobą i że znajduje się w Japonii. Nastepnym razem będziemy gotowi i lepiej zbadamy grunt... Dowiemy sie więcej... O! - Krzyknął nagle

/Kryształ na pulpicie pulsował fioletowo - czerwonym blaskiem. Potem natychmiast zgasł/

- Czy to...?
- Tak, Hotei - to Yukami... Przebudziła się jeszcze na chwilę. Mówiłem, że to silny duch. Moi przodkowie nie byli zrobieni z byle jakiego materiału! - W głosie mężczyzny pobrzmiewała duma. - Niestety, już zgasła na dobre...

2007-01-27 21:34:32
skomentuj (2)


Rei



Rei czuła się już nieco lepiej fizycznie, lecz z jej formą psychiczną było trochę gorzej. Co prawda była gotowa do walki i nie zbyt zaskoczył ją fakt, że wróg znów zaatakował. Silny charakter panny Hino był najprawdopodobniej darem od jej opiekuńczej planety i pełnionej przez kilka lat funkcji pomocnicy kapłana. Było jednak coś, co dawało jej większy powód do niepokoju, niż kolejny przeciwnik. Z zamyślenia wyrwał ją radosny głos Usagi.
- To gdzie teraz idziemy?
- Może na zakupy?- odezwała się nazbyt podekscytowanym tonem Mina.
- Jakoś nie mam ochoty- Rei przerwała im dziś po raz pierwszy, robiąc to dość ostro. Dobrze wiedziała, że dziewczyny udają, że nic się nie stało.
- To może wybieżmy się do parku? Co ty na to?- zaproponowała ostrożnie Ami, jakby bojąc się decyzji Rei.
- Tak...jestem za.- powiedziała spokojnie.
Dziewczyny więc poszły w kłopotliwym milczeniu do parku. Makoto oddaliła się na chwilę szybko, podbiegając do parkowej budki z lodami i innymi smakołykami. Powróciła niosąc pięć pysznych deserów, które natychmiast załagodziły napiętą sytuację.



- Dzięki, Mako!
Rei poczuła się nieco lepiej i na jej twarzy zagościł szczery uśmiech. Gdzieś jednak na dnie siedział ten jej mały problem. Nagle za jej plecami odezwał się znajomy, ciepły głos.
- Dzień dobry, panienko Hino!
Rei natychmiastowo odwróciła głowę , a jej problemy natychmiast znikły, ustępując czarowi dziewczęcego zauroczenia.
- Mi...miyazawa - sensei. -wykrztusiła gapiąc się na wyraźnie rozbawionego lekarza, który wyglądał nieco inaczej, gdy nie był w białym fartuchu.
- O, co ja widzę! Panna Mizuno! Jesteście przyjaciółkami?
Rei dosłownie zatkało.
- Dzień dobry. No tak, przyjaźnimy się. - wyjaśniła spokojnie Ami. Mako stała spokojnie obok, a Usagi i Minako schowały się za jej plecami i zaczęły cicho chichotać.
- Ah tak - dodała Ami - To są Makoto Kino, Usagi Tsukino i Minako Aino.
Dziewczyny natychmiast ustawiły się w równym rzędzie i skłoniły się nisko. Miyazawa nagle zerknął na zegarek
- Och, przykro mi, ale muszę iść. Do widzenia!- odszedł, a Rei towarzyszyła mu wzrokiem, aż minął marmurowy mur otaczający park.
- Haha! Uuuu...Rei, niezłe ciacho! - zawołały chórem Mina i Usa.



- Daaajcie spokój! - Rei wywaliła im język. - Ocho, słońce zachodzi...muszę iść, obiecałam dziadkowi, że wrócę przed zmrokiem! Wiecie, ostatnio martwi się o mnie...
I pobiegła parkową aleją w kierunku żelaznej bramy. Wsiadła do prawie pustego autobusu i pogrążyła się w myślach. Pojazd zatrzymał się przy świątyni Hikawa. Rei wysiadła, a zanim przekroczyła bramę już witały ją dwa kruki - Fobos i Deimos. Po tym ciężkim dniu dziewczyna nie miała na nic siły, gdy nagle coś sobie przypomniała. Pobiegła po stopniach światyni i wpadła do kaplicy. Zapaliła ogień. Znowu to samo. Nie wiedziała dla czego, ale żywioł znów nie chciał jej nic powiedzieć. Akurat wtedy, gdy tak bardzo tego potrzebowała. W końcu zrezygnowana krzyknęła:
- Powiedz coś! Powiedz! Jestem taka słaba.
Ogień buchnął mocniejszym płomieniem i poczuła silny powiew powietrza, ale nie otrzymała żadnej wizji, żadnego znaku.



Znużona kapłanka wpatrywała się z apatią w niemy płomień, rzucający na ścianę nikłe, delikatne cienie.

2007-01-27 21:34:06
skomentuj (0)


Usagi



Usagi chodziła jak struta. Po powrocie z wyjazdu niewiele jadła i niewiele się odzywała a to do niej dość niepodobne. Rodzina martwiła się o nią. Mama piekła jej ulubione cista lecz ona zjadała tylko kawałek po czym zamykała się w pokoju. Nawet jej brat proponował siostrze grę telewizyjną kiedy tylko chciała lecz po chwili i tak zostawiała rozrywkę. Luna również martwiła się o przyjaciółkę.
- Usagi, nie możesz tak się zamartwiać...
- Ale jak tu się nie zamartwiać? Znowu wszystko się zmieni... Rei powinna spokojnie wyzdrowieć a nie walczyć. Haruka i Michiru powinny spełniać swoje marzenia a Setsuna z Hotaru powinny żyć w spokoju i zajmować się swoimi sprawami... A dziewczyny... One powinny znaleźć sobie chłopaków i być szczęśliwe. Ja nie chcę aby to znowu się zaczęła... - dziewczyna zasłoniła dłonią twarz.
- Usagi-chan... - westchnęła czarna kotka z zatroskaną miną. - Muszę iść do centrum dowodzenia. Umówiłam się tam z Artemisem. Potem ma dojść do nas Ami. Będziemy szukać odpowiedzi na to kim są wrogowie i czego chcą... Także zajmiemy się tą dziwną figurką – Lunie wydawało się ,że Usagi nie za bardzo jej słucha ale wiedziała że musi to wszystko powiedzieć. - Nie martw się. Wcześniej sobie poradziliśmy, uratowałaś wszystkich – tym razem będzie tak samo. Wież mi – dodała jeszcze Luna. Dziewczyna rzuciła się i przytuliła mocno kotkę.
- Wiem... Muszę być silna aby ich chronić... - załkała blondynka.
- Właśnie. Niech ta myśl nie odstępuje cię na krok – Luna spojrzała w oczy przyjaciółce. - Ja będę szła a ty nie zapomnij, że umówiłaś się z dziewczynami u Rei.
- Ach! Zupełnie zapomniałam! - Usagi zerwała się na równe nogi. Po chwili spojrzała na kotkę. - Dziękuję Luno.

Mimo iż lato powoli zbliżało się ku końcowi pogoda nadal rozpieszczała okolicę palącym słońcem. Usagi biegła przed siebie nerwowo patrząc na zegarek. *Zaraz się spóźnię! Jak zwykle!*
BUM!
Nagle dziewczyna wylądowała na ziemi – Uważaj jak... Minako?
- Przepraszam Usagi-chan! Biegłam do Rei i nie zauważyłam cię! - Minako pomogła wstać przyjaciółce. - Lepiej się pospieszmy bo znów będą na nas czekać!


Wszystkie dziewczęta mniej lub bardziej chętnie pomagały Rei w doprowadzaniu świątyni do porządku. Yuichiro zajął się drobnymi naprawkami i noszeniem ciężkich wiader z wodą. Usagi usiłowała wyplątać się z obowiązku kuszona wielką półką wypełnioną mangami w pokoju Rei ale ta zauważyła blondynkę i szybko pogoniła ją do roboty. Za namową reszty koleżanek, Rei położyła się na chwilę. Nie była do końca jeszcze zdrowa, lecz mimo rehabilitacji na które nadal woził ją Mamoru wszystko wracało do normy. Po wypełnieniu obowiązków dziewczęta ruszyły na miasto.

2006-10-14 16:13:03
skomentuj (1)


Haruka & Michiru



Michiru wsparła rękę na szyi Haruki. Czuła się tak, jakby jej nogi były z ołowiu. Haruka nie patrzyła na nią i nic nie mówiła. Najwyraźniej głęboko się nad czymś zastanawiała. Nagle Michiru potknęła się o jakiś korzeń, ale od upadku ochroniło ją silne ramię partnerki. W końcu doszły do swojego namiotu. Haruka poruszyła się niespokojnie.
- Połóż się lepiej i odpocznij. A ja postoję na straży. - powiedziała stanowczo, lecz spokojnie.
- Ale może lepiej od razu się wynośmy?
- Nie mamy samochodu, zapomniałaś? A na użycie teleportu nie masz dość sił. Wrócimy jutro autobusem.
- Taa.ak. - kiwnęła głową Michiru. Ułożyła się na materacu, ale nie mogła zasnąć. Widziała przez ściankę namiotu cień Haruki, siedziącej na zewnątrz na składanym krześle. Zamknęła oczy, ale zaczęła się przekręcać na prawo i lewo. Haruka co jakiś czas zmartwionym wzrokiem zerkała na przyjaciółkę, która po dłuższym czasie zasnęła.
Następnego dnia dziewczyny wyruszyły z samego rana do Tokio. Michiru zapewniała, że czuje się o wiele lepiej, co niezbyt przekonało Harukę, gdyż wyglądała naprawdę kiepsko.
W końcu dotarły do mieszkania. Haruka nie mogąc znaleźć sobie miejsca wyszła z domu i stwierdziła, że musi się iść przejść.



- Wychodzisz?
Blondynka kiwnęła głową.
- Ok. To może weź po drodze zakupy - stwierdziła z zatroskaną miną, co wyglądało dość teatralnie.
- Dobra, dobra - powiedziała dość sztucznym tonem Haruka.
Michiru miała zamiar coś ugotować i zająć się codziennymi sprawami, ale najpierw odsłuchała wiadomości z automatycznej sekretarki.
- Witam, tu Kigama, mam swietną wiadomość. Udało się nam zorganizować pani tournee po Europie. Potrzebna jest tylko pani zgoda. Proszę się szybko ze mną skontaktować. Wie pani, gdzie mnie szukać. Do widzenia.
Gdyby sytuacja była inna Michiru byłaby najszczęśliwszą skrzypaczką w całej Japonii. Niestety ta wiadmość zmartwiła ją jeszcze bardziej.
- Dlaczego, dlaczego zawsze się to tak kończy? Dlaczego nigdy nie mogę spełniać swoich marzeń? To okropne! Nie mogę tego dłużej znieść!- pomyślała.
Zrobiło jej się trochę słabo, więc poszła do łazienki. Opłukała twarz zimną wodą i spojrzała w duże lustro nad umywalką. Przyjrzała się sobie uważnie. Ze złością rąbnęła w zwierciadło, które rozsypało się na tysiąc kawałeczków. Próbowała je pozbierać i zraniła się w rękę.
- A niech to - zaklęła cicho pod nosem, co bardzo rzadko się jej zdarzało. Można by powiedzieć, że praktycznie nigdy. Obwiązała dłoń gazą i postprzątała resztę kawałków lustra. Zła na samą siebie włączyła telewizor i przestała myśleć o czymkolwiek.

2006-10-14 15:43:46
skomentuj (0)


Makoto



Kolejny już raz Makoto przyłapała się na tym, że zadręcza się myślami. Podlewała róże na balkonie, co jej w tym bardzo sprzyjało. Nie było już tak ciepło jak kilka tygdni temu, ale nadal czasem upał dawał się we znaki. W tej scenerii Makoto zdała sobie sprawę, że nadchodzi czas powrotu do szkoły, wraz z ktorym snuły się myśli o wrogu, który zapewne jak zwykle nasili swe działania. Przygnębiała ją myśl, że Usagi się tak zamartwia. Ona, jak każdy z paczki, myślała, że złe czasy się skończyły. Cóż, Luna miała dobry instynkt.
Mako najbardziej niepokoiła figura. Czuła od niej dziwną energię. Była bardzo dziwna. Zaniepokojona Mako zadzwoniła do Setsuny.
* * *
- Ami przed chwilą też dzwoniła w sprawie figury. Nadal nie udało nam się jej zidentyfikować. Wydziela się z niej niepokojąca energia. Jest dziwnie ciężka i uważamy, że na pewno nie pochodzi z żadnej z planet naszego układu. A nawet z galaktyki....
- Czyżby to był wróg z innej galaktyki? Można było przypuszczać.
- Jak się czuje Usagi? Ostatno wyglądała na markotną.
- Sytuacja jej nie służy, ale zobaczymy. No to cześć.
- Pa - powiedziała sennym głosem Setsuna i odłożyła słuchawkę.
*Mogłyśmy nie lekceważyć obaw Luny. Mam nadzieję, że szybko to rozwiążemy* pomyślala Mako. Zerknęła kątem oka na zegarek.
*Za dziesięć dziesiąta...* Po chwili dotarło do niej, że o dziesiatej miała być u Rei, więc w szalonym tempie wyszła z domu i pobiegła do świątyni Shikawa. Gdy dotarła na miejsce, brakowało Miny i Usagi. Nagle Ami, Mako i Rei zobaczyły zziajane dziewczyny po drugiej stronie ulicy.
***
- Wiecie, jutro wraca dziadek, a w świątyni trzeba jeszcze uporządkować kilka kątów. Nie mogę z wami iść- powiedziała Rei.
- W takim razie nie idziemy - uśmiechneła się do siebie Mako.
- Ale....
- Zaczynamy sprzątać!! Start!- Krzykneła z radością, i dziewczyny zaczęły się krzątać.
Mina została przydzielona do zamiatania, Rei już zdążyła nawrzeszczeć na Usagi, że czyta mangi, a Ami, ścierając kurz z szafy, przyglądała się scenie z rozbawieniem. Po kilku minutach dzięki zdolnościom Mako wszystko było czyste, a dziewczyny ruszyły w stronę miasta.

2006-10-14 15:42:37
skomentuj (0)


Minako



Przez następnych kilka dni Innerki nie mogły sobie znaleźć miejsca. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że nawet radosna Minako i roztrzepana Usagi spoważniały. Stało się to, czego wszystkie się obawiały - pojawił się nowy wróg. Ta myśl nie pozwalała im normalnie cieszyć się wakacjami. Postanowiły wrócić do Tokio. Spakowały się. Ruszyły na przystanek autobusowy.
- No pięknie! - mruknęła Mako. - Spóźniłyśmy się!
- Gdybyście nas tak nie poganiały, krócej czekałybyśmy na następny. - powiedziały Usagi i Minako siadając na ławce.
- Jest ładna pogoda, możemy poczekać. - powiedziała Ami wyciągając z plecaka książkę.
Pół godziny później przyjechał autobus i zabrał dziewczyny do stolicy.



- Minako! Jak było nad jeziorem? - spytała pani Aino witając Minę.
- Ech... fajnie. - mruknęła dziewczyna ściągając plecak. - Ale niestety musiałyśmy już wracać.
- I bardzo dobrze! Tęskniłam za tobą. Może podczas wakacji weźmiesz się trochę za naukę?
- Za... naukę? - jęknęła dziewczyna. Nad jej głową pojawiła się kropla. Stojący niedaleko Artemis zachichotał cichutko i wytknął język w stronę Minako.
- Chciałabym abyś w przyszłym roku miała lepsze wyniki w nauce - dodała mama.
- Dobrze, dobrze ale najpierw idę odpocząć... - westchnęła Minako, oczywiście nie mając zamiaru sięgać po żadną książkę. Ruszyła do swojego pokoju. Rzuciła w kąt plecak i podeszła do okna. Rozsunęła zasłony i otworzyła szeroko okno. rzuciła się na łóżko z głębokim westchnięciem. Artemis usiadł obok niej. Oboje milczeli. Doskonale wiedzieli co się dzieje, że pojawił się nowy wróg i ich życie znów zmieni się diametralnie. Minako po chwili usnęła.

2006-10-14 15:41:57
skomentuj (0)



Lay by Finni